Glosy_Christa-von-Bernuth,images_big,1,978-83-7506-579-4

„Głosy”, Christa von Bernuth – recenzja.

„Nie, to niemożliwe. A już szczególnie: ucieczka” – przeczytałem pierwsze zdanie powieści, następnie kolejne i miałem wrażenie, że Christa von Bernuth ze mnie zadrwiła. Przez chwilę w zamyśleniu rozpatrywałem, czy rzeczywiście można dopatrzeć się w słowach delikatnej nutki ironii, czy może jednak odwołują się one tylko do drugoplanowej bohaterki tragicznej? Tak czy inaczej, autorka trafia w sedno – nie, to niemożliwe, żebyś mógł (czytelniku) uciec od tej książki. Zacząłeś, to skończysz…

Komisarz Mona Seiler boryka się z problemami rodzinnymi, a na dodatek w pracy ma coraz więcej obowiązków. Stosunki z byłym mężem nie wyglądają najlepiej, czuć, że w głębi duszy nadal go kocha, nie ma czasu na wychowywanie małoletniego syna, a na domiar złego ktoś w okolicy ginie i musi się tym zająć. Mało tego – dostaje awans, który zobowiązuje ją do kompletnego oddania się sprawie.

Kiedy ginie kolejna osoba w zupełnie innym miejscu (nawet nie w tym samym mieście), zaczynają się podejrzenia. Zgony łączy przynajmniej jeden aspekt – śmierć. Obie ofiary umierają od uduszenia drucianą pętlą. Wniosek nasuwa się jeden…

Seiler i pozostali detektywi wpadają na trop zabójcy, który nie ma zamiaru poprzestać na dwóch ofiarach, o czym szybko mogą przekonać się bohaterowie i czytelnicy.

Czy Mona stanie na wysokości powierzonego jej zadania? Czy uda jej się złapać mordercę na czas? Ile osób jeszcze będzie musiało ponieść niewinną śmierć? I czy aby na pewno taką niewinną?

„Głosy” to kryminał z najwyższej półki. Akcja powieści dzieje się w Niemczech, skąd pochodzi autorka, w dużej mierze w szkole z internatem. Bardzo dobrze odwzorowane są relacje, jakie panują wśród uczniów i nauczycieli oraz okoliczności śmierci ofiar. Christa von Bernuth przygotowała się do pisania bardzo dobrze, co możemy odczuć podczas lektury, a także wywnioskować z podziękowań na ostatniej stronie, wśród których znalazły się również ciepłe słowa dla komisarzy i profesorów medycyny sądowej.

Kolejną zaletą książki jest specyficzna narracja. W trakcie czytania książki, szczególnie w punkcie kulminacyjnym powieści, miałem wrażenie, że wszystko zaczyna mnie osaczać. Czułem się jak zwierzyna, jak kolejna ofiara zabójcy. Chociaż właściwiej byłoby powiedzieć, że wydawało mi się, iż jestem samym mordercą, którego tajemnicę i tożsamość wszyscy niedługo poznają. Tekst zmierzał do tego w niebywale zaskakujący sposób. Różne sposoby narracji, zmiany bohaterów, listy – to wszystko powodowało, że odkrycie tajemnicy przypominało XIX-wieczne polowanie, gdzie szlachta na koniach wraz z psami tropiącymi wybierała się ustrzelić dzika. Czytelnik podczas lektury czuje się, jakby był odkrywaną tajemnicą, osaczonym zwierzem, zabójcą.

Z drugiej strony jednak borykam się ze stwierdzeniem, że kryminał pod względem rozwikłania zagadki był przeciętny. Z mojego punktu widzenia dobra powieść tego gatunku powinna przedstawić zabójcę w zaskakujący sposób. Największe wrażenie robi, gdy bohater, z którym się utożsamimy, polubimy i z którym przeżyjemy sporo stron książki, okaże się mordercą. Niestety, nie widzę kunsztu w owianiu tajemnicą osoby, która dokonała haniebnych czynów, do ostatniej strony. Skąd czytelnik ma wiedzieć, że Pani Basia zabiła, skoro dopiero w ostatnim rozdziale o Pani Basi się dowiadujemy? (UWAGA KOLEJNE ZDANIE MOŻNA UZNAĆ ZA SPOILER!) Albo, tak, jak to dzieje się w „Głosach”, wybrać na zabójcę słabo opisaną postać z gromady podobnych postaci?

Jednak książkę jako całość uważam za wyśmienitą lekturę. Tytułowe głosy nadają powieści nutkę mistycyzmu, chociaż są jak najbardziej realistyczne. Psychologiczne obrazy ofiar, zabójcy, detektywów i świadków również pokazują szeroką gamę umiejętności pisarki, która odwzorowała wszystko w realistyczny i nietuzinkowy sposób. Do tego historia jest nie tylko przypadkiem zabójstwa, lecz również ukazaniem życia ofiar, świadków, uczniów i nauczycieli w internacie, borykaniem się z problemami rodzinnymi i zawodowymi. Całości dopełniają makabryczne ofiary i mistrzowskie wodzenie za nos czytelnika, które trzymają w niepewności i napięciu.

Rzekłbym – wysokim napięciu.

 

Piotr Sender

 

 

 

Share and Enjoy:
  • Print
  • Digg
  • StumbleUpon
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Yahoo! Buzz
  • Twitter
  • Google Bookmarks

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *