Wywiad:Bookznami.pl

Wywiad, który ukazał się na portalu bookznami.pl Rozmawia ze mną Piotr Śliwiń­ski.

 

Sen­der radzi:

Bądź­cie uparci

 

Roz­mowa pana Pio­tra z panem Piotrem

Piotr jak zawsze dwoi się i troi, i... przepoczwarza?

Piotr jak zawsze dwoi się i troi, i… przepoczwarza?

 

Piotr Śliwiń­ski (BZN): Zapewne nie pierw­szy raz pada to pyta­nie, ale – patrząc na Twoje wykształ­ce­nie – nie spo­sób go nie zadać. Stu­dent gdań­skiej poli­tech­niki, stu­diu­jący elek­tro­nikę i tele­ko­mu­ni­ka­cję, wydaje powieść oby­cza­jową, a w pla­nach jest kolejna. Jesteś umy­słem ścisłym, inży­nie­rem, który czer­pie przy­jem­ność z pisa­nia, czy też bar­dziej pisa­rzem, prag­ma­tycz­nie pod­cho­dzą­cym do życia, szu­ka­ją­cym alter­na­tyw­nej i być może sta­bil­nej finan­sowo drogi kariery?

Piotr Sen­der: Leonardo da Vinci.

Zawsze jak myślę, kim byłem w poprzed­nim życiu, poja­wia mi się w gło­wie obraz Leonarda. Mate­ma­tyk, filo­zof, pisarz, mecha­nik. Czło­wiek wielu zain­te­re­so­wań. Przy­kład, że w życiu można robić dobrze wiele skraj­nych rze­czy – zarówno malo­wać, jak i świet­nie skła­dać komputery.

Z tego, o czym mówisz, bar­dziej pasuje mi jed­nak inży­nier, który czer­pie przy­jem­ność z pisa­nia, ale w zasa­dzie zasta­na­wiam się, czy jest jaka­kol­wiek róż­nica mię­dzy nim a pisa­rzem, prag­ma­tycz­nie pod­cho­dzą­cym do życia. W jed­nym i dru­gim wypadku będzie inży­nier i pisarz.

Oso­bi­ście, chciał­bym pisać, pra­co­wać z tek­stem, a nawet pra­co­wać w wydaw­nic­twie – zaj­mo­wać się wszyst­kim, co jest zwią­zane z lite­ra­turą, jed­nak wiem, że bez solid­nego fachu w ręku, bez kon­kret­nych stu­diów, może w życiu być róż­nie. Dla­tego wła­ści­wie od gim­na­zjum ukie­run­ko­wy­wa­łem sie­bie w stronę przed­mio­tów ścisłych. Liceum: klasa o pro­filu matematyczno-​​fizycznym, stu­dia: poli­tech­nika. Moim zda­niem to wła­śnie w nich jest przy­szłość i pewny zarobek.

Chyba że wydam bestsellera.

Tak, to by roz­wią­zało wszyst­kie problemy.

Bóg nosi dres zbiera, jak to wynika z mojego wstęp­nego roze­zna­nia, dobre lub bar­dzo dobre recen­zje. Gdzie­nie­gdzie poja­wiają się głosy o zbyt dosad­nym języku czy też płyt­kiej fabule w czę­ści uka­zu­jące doro­słe życie boha­tera, ale ogól­nie wywar­łeś pozy­tywne wra­że­nie na „lite­rac­kim światku” i przy­naj­mniej czy­tel­nicy Cię „kupili”. Jak się z tym czujesz?

Wyśmie­ni­cie.

Ja w zasa­dzie po to napi­sa­łem książkę. Chcia­łem, żeby moje wypo­ciny czy­tali ludzie, i żeby im się podo­bały. Pra­gną­łem zostać pisa­rzem. A idea ta naro­dziła się jakieś trzy lata temu, cho­ciaż pew­nie doszu­kał­bym się w swoim zacho­wa­niu i w innych zain­te­re­so­wa­niach pisar­skich korzeni wcze­śniej. Już kilka razy opo­wia­da­łem o tym, jak zaczą­łem pisać, a droga ta wyraź­nie poka­zuje, że dąży­łem do tego, aby moja praca została zauwa­żona i wydana.

Mówi­łem o tym, że pro­wa­dzi­łem blog, oka­zał się fajny, póź­niej tra­fi­łem na forum lite­rac­kie weryfikatorium.pl, gdzie użyt­kow­nicy, a także zna­ko­mici pol­scy pisa­rze, uczyli mnie i innych pisa­nia (wła­ści­wie uczy­li­śmy sie­bie nawza­jem), kilka dobrych opu­bli­ko­wa­nych opo­wia­dań, następ­nie pro­jekt cza­so­pi­sma kulturalno-​​literackiego „Doza”, na czele któ­rego sta­ną­łem, aż wresz­cie książka. Ale jesz­cze nie mówi­łem, jak z inter­ne­to­wego bloga, któ­rego pisa­łem z per­spek­tywy mło­dego elfa (sic!) zna­la­złem się na forum lite­rac­kim. To nie było takie hop-​​siup, że mi się niby ubz­du­rało zostać pisa­rzem i chcia­łem zna­leźć jakąś szkołę. Nie. Otóż, po namo­wach zna­jo­mych stwier­dzi­łem, że wezmę udział w kon­kur­sie lite­rac­kim na opo­wia­da­nie fan­ta­styczne. Stwier­dzi­łem, że skoro tak faj­nie piszę i skoro czy­tam tyle fan­ta­styki, to czemu nie spró­bo­wać. Napi­sa­łem w ogrom­nych mękach tekst, szli­fo­wa­łem go, pła­ka­łem nad nim, ale w końcu się udało. Dumny i zado­wo­lony z sie­bie wydru­ko­wa­łem go, wsa­dzi­łem do koperty i wysła­łem na kon­kurs. Odcze­ka­łem mie­siąc w zasa­dzie pewny swo­jej wygra­nej, bo jakby miało być ina­czej? Prze­cież piszę świet­nie, mam świetne pomy­sły, w ogóle jestem och i ach.

Dostaję wyniki.

Nie ma mnie na liście.

Myślę, to musi być pomyłka…

Jak się oka­zało, żadnej pomyłki nie było. Wyło­nili trzy pierw­sze miej­sca, podali dzie­siątkę, a ja w ogóle się tam nie zna­la­złem. Bóg (w dre­sie oczy­wi­ście) wie, jak mocno się roz­cza­ro­wa­łem. O dziwo, bar­dzo mnie to zmo­ty­wo­wało. Stwier­dzi­łem, że muszę wie­dzieć, co w tym opo­wia­da­niu jest nie tak, dla­czego nie wygrało, skoro jest naj­lep­sze. Podzie­li­łem się swo­imi wąt­pli­wo­ściami z wuj­kiem Google i jeden z pierw­szych lin­ków, jaki wysko­czył to wła­śnie Wery­fi­ka­to­rium. A tam już się mną solid­nie zajęli…

Czy już na tym eta­pie możesz powie­dzieć, ze jakieś Twoje marze­nia zwią­za­nie z karierą pisar­ską speł­niły się? Jeśli tak, to jaki jest kolejny krok – cel do osiągnięcia?

Pew­nie! Samo wyda­nie książki, jakiej­kol­wiek, nawet kuchar­skiej, byłoby speł­nie­niem moich marzeń. Udało mi się wydać powieść oby­cza­jową Bóg nosi dres, pra­wie trzy­sta stron lite­rek – uwa­żam to za ogromy suk­ces, szcze­gól­nie, że „dora­sta­łem” lite­racko wśród ludzi o tym wła­śnie marzącym.

Kolejny krok? Kolejna książka. Lep­sza, dobra, która jed­nak mnie nie zaszu­flad­kuje. Nie chcę, żeby postrze­gano mnie, jako pisa­rza powie­ści dre­siar­skich, nie chcę stać w cie­niu pani Masłow­skiej. Przede wszyst­kim: nie piszę powie­ści dre­siar­skich. Raczej sub­kul­tu­rowe i kul­tu­rowe. Na takich mam zamiar się sku­pić. A to, że ten boha­ter stał się dre­sem, było kwe­stią przypadku.

Wielu akto­rów szczyci się tym, że kiedy przy­go­to­wują się do swo­ich ról, to sta­rają się pro­wa­dzić życie, jakie pro­wa­dzą ich boha­te­ro­wie lub dowia­dy­wać się u źródeł, jak myślą i co czują. Czy masz jakieś oso­bi­ste doświad­cze­nia, które wyko­rzy­sta­łeś przy pisa­niu swo­jej debiu­tanc­kiej powie­ści? W jaki spo­sób przy­go­to­wy­wa­łeś się do książki Ty lub jakie Twoje doświadczenia/​wiedza, wywiady, zali­czone ustawki etc. były uży­teczne i pomocne przy­pi­sa­niu książki?

Powiem szcze­rze, że nie usły­szysz ode mnie niczego spek­ta­ku­lar­nego. Nie należę do grona pisarzy-​​artystów, któ­rzy ćpają, żeby móc opi­sać pona­rko­ty­kową fazę, czy zabi­jają, aby rze­tel­nie oddać kry­mi­nalną scenę (a i tacy twórcy ist­nieli). Nic z tych rze­czy. Pisarz-​​rzemieślnik nie potrze­buje aż tak bli­skich doznań do obra­zo­wego opi­sa­nia życia. Więk­szość, wła­ści­wie wszy­scy (poza kil­koma wyjąt­kami) twórcy to osoby, które nie zabiją sied­miu osób, a mimo wszystko napi­szą feno­me­nalny hor­ror. Oczy­wi­ście są gatunki, do któ­rych bar­dziej trzeba się przy­go­to­wy­wać – jak na przy­kład wcze­śniej wspo­mniany przeze mnie kry­mina, czy fan­ta­styka – lecz ist­nieją rów­nież takie, do któ­rych przy­go­to­wa­nie nie musi być czymś wiel­kim – na przy­kład oby­czaj. Mój rese­arch pole­gał głów­nie na obser­wa­cji, bazo­wa­niu na spo­łecz­nym ste­reo­ty­pie dre­sia­rza, na obej­rze­niu paru fil­mów i kilku meczy piłkarskich.

To jeśli cho­dzi o środo­wi­sko „dre­sia­rzy”, bo tak naprawdę wiele scen jest wyję­tych wprost z mojego życia, a szcze­gól­nie wiele słów czy dia­lo­gów. Raczej nie cho­dzi mi o główne histo­rie boha­te­rów czy ich pro­blemy, lecz raczej o zacho­wa­nia osób i ich kre­acje osobowości.

W udzie­la­nym dla nas wcze­śniej­szym wywia­dzie, wspo­mi­nasz, choć nieco w innym kon­tek­ście, o tzw. zaklę­tych krę­gach. Czy w Twoim zamy­śle Bóg nosi dres miał być pozy­cją nie tylko debiu­tancką i furtką do kariery pisar­skiej, lecz także mającą jakieś prze­sła­nie, prze­ła­mu­jącą zaklęte kręgi w ludz­kich umy­słach? Wno­szącą coś nowego do lite­ra­tury lub przed­sta­wia­jącą zja­wi­ska, fakty, ludzi w nowy, inno­wa­cyjny sposób?

Mówi­łem o zaklę­tych krę­gach pisarsko-​​wydawniczych, czyli raczej o tym, że w Pol­sce trudno zade­biu­to­wać, a wydaje się w kółko te same osoby.

Nie sądzę, żeby moja powieść wno­siła coś nowego do lite­ra­tury. Wła­ści­wie uwa­żam, że w lite­ra­tu­rze napi­sano już tak wiele, iż trudno jest być w jaki­kol­wiek spo­sób wyjąt­ko­wym. Nie­któ­rzy śmieją się, że wła­ści­wie od napi­sa­nia Biblii już nic nowego, świe­żego nie powstaje. A o inno­wa­cyj­no­ści musiałby wypo­wie­dzieć się jakiś lite­ra­tu­ro­znawca, ponie­waż o ile ja powiem, że nigdy nie czy­ta­łem powie­ści, w któ­rej prze­ska­kuje się myślami w for­mie „potknię­cia” (boha­ter ude­rzy się w nogę i w tym samym momen­cie przy­po­mni sobie, jak rok temu ude­rzył się w podobny spo­sób i jakie to miało kon­se­kwen­cje), to sto innych osób pew­nie potwier­dzi, że już takie coś było i że pew­nie pomysł zapo­ży­czy­łem. Czy Bóg nosi dres prze­ła­muje zaklęte kręgi w ludz­kich umy­słach? Mam nadzieję, że tak.

 

Z KIM MACIE DO CZYNIENIA

Piotr Sen­der uro­dził się w 1990 roku w Olsz­ty­nie. Na Poli­tech­nice Gdań­skiej stu­diuje elek­tro­nikę i tele­ko­mu­ni­ka­cję. Zało­ży­ciel i redak­tor naczelny cza­so­pi­sma kulturalno-​​literackiego “Doza”. Powoli roz­po­czyna swoją przy­godę z pisar­stwem. Jego opo­wia­da­nia były publi­ko­wane w perio­dy­kach inter­ne­to­wych QfantEsen­sja. Uwiel­bia czy­tać i pisać fan­ta­stykę, jed­nak jego pierw­sza książka to melancholijno-​​ironiczny oby­czaj Bóg nosi dres, wydany w sierp­niu 2011 roku nakła­dem wydaw­nic­twa Replika. Obec­nie pra­cuje nad kolej­nymi powieściami.

 

„Mówi się, że pisarz nie odczuwa cze­goś takiego, jak natchnie­nie. Albo pisać potrafi, albo nie. Twier­dzą, że cho­dzi tylko o prze­ka­za­nie histo­rii – sia­dasz i opo­wia­dasz.” — są to słowa boha­tera jed­nego z Two­ich opo­wia­dań – Cień Mia­sta. Bio­rąc pod uwagę fakt, że Twoja debiu­tancka książka powstała w bodajże nie­całe trzy mie­siące, a więc rela­tyw­nie szybko, pod­pi­szesz się pod tymi sło­wami? Jak to było w Twoim wypadku?

Ponie­kąd owszem.

Jeśli cho­dzi o natchnie­nie: raczej nazwał­bym ten stan samo­po­czu­ciem. Cza­sami nam się chce, cza­sami nie chce pisać. Cza­sami jeste­śmy wyspani i pełni sił, mamy w gło­wie sporo pomy­słów, a innym razem wręcz odwrot­nie. Wena i natchnie­nie to ładne nazwy, które wiążą się tylko z naszym sta­nem zdro­wia, sta­nem uczuć. Ale mogę się zało­żyć, że jak ktoś będzie musiał zaro­bić na chleb i wywią­zać się z umowy, to usią­dzie i stwo­rzy powieść.

Jeśli cho­dzi o umie­jęt­no­ści, to uwa­żam, że tak naprawdę ciężką pracą można dojść do wszyst­kiego. Gra­fo­mana można nauczyć pisać. Jed­nak mówi się o jakimś tam pro­cen­cie talentu i zgo­dzę się z tym, bo z gówna bicza nie ukręcisz.

A jeśli cho­dzi o prze­ka­za­nie histo­rii jako formę pisa­nia, to od razu odpo­wiem na twoje pyta­nie z recen­zji na temat sensu powie­ści. Uwa­żam, że książka przede wszyst­kim powinna być inte­re­su­jąca dla czy­tel­nika. Powinna wcią­gać, relak­so­wać, pozwo­lić ode­rwać się od rze­czy­wi­sto­ści. Pro­szę mi powie­dzieć, który kry­mi­nał ma prze­sła­nie i sens? Oprócz tych zawar­tych już w samej for­mie kry­mi­nału („nie zabi­jaj”, „kłam­stwo ma krót­kie nogi” itp.)? Pew­nie, że faj­nie jak mają, ale nie muszą. Nie zna­la­złeś sensu w mojej powie­ści? No trudno, ale prze­czy­ta­łeś ją i chyba dobrze się bawi­łeś? Mi to wystar­czy, bar­dzo mi schle­bia. Nie powiem, że nie pró­bo­wa­łem poka­zać, iż czło­wiek z głę­bo­kiej pro­win­cji „też może”, że nie­ko­niecz­nie trzeba iść w ślady swo­ich rodzi­ców, że Bóg może nie jest tym face­tem, za któ­rego go uwa­żamy, że zło w naszych oczach nie musi być złem w oczach boskich, itp. itd. Jed­nak przede wszyst­kim chcia­łem, żeby się podo­bało i żeby histo­ria była ciekawa.

Nie­jaki pan Piotr Sen­der powie­dział kie­dyś: „Ponie­waż debiut w Pol­sce to naprawdę trudna sprawa. Jest masa kłód, o które poty­kają się nogi, a w dodatku nie wystar­czy pisać dobrze – trzeba pisać lepiej od wyda­wa­nych pisa­rzy.” Debiut wydaw­ni­czy masz już za sobą, ergo na usta ciśnie się pyta­nie: od któ­rych wyda­wa­nych pisa­rzy sądzisz, że piszesz lepiej? A przy­naj­mniej, czy są jacyś pisa­rze, na pan­te­onie obok któ­rych chciał­byś kie­dyś sta­nąć i usły­szeć od czy­tel­ni­ków – On pisze rów­nie dobrze jak kiedyś/​obecnie “.…. “?

O nie. Nadchodzi.

Zawsze zasta­na­wia­łem się, kiedy będę musiał już zacząć uwa­żać na to, co powiem publicz­nie. Czyżby to już?

Na pierw­szą część pyta­nia nie odpo­wiem, bo nie wypada, bo to kole­dzy po pió­rze. Wła­ści­wie samo nazwa­nie sie­bie i ich „kole­gami po pió­rze” już kla­sy­fi­kuje mnie do pisar­skiej rodziny, z czego jestem pawio­dumny. I oczy­wi­ście, że mam swo­ich mistrzów, z któ­rymi chciał­bym sta­nąć na tym pan­te­onie lub przy­naj­mniej wypić z nimi piwo. Proza pol­ska: Dukaj, Orbi­tow­ski, Varga, Wit­kow­ski, proza zagra­niczna: Gaiman, Łukja­nienko, Car­roll. Pew­nie jesz­cze ze trzy­stu by się znalazło.

Twoja przy­goda ze świa­tem lite­ra­tury jako pisa­rza, zaczęła się ponoć od gier RPG i z cza­sem roz­wi­jała się na forach inter­ne­to­wych dla twór­ców piszą­cych fan­ta­stykę, gdzie, jak to sam ują­łeś, szli­fo­wa­łeś swój styl. Czy mając kilka opo­wia­dań i książkę za sobą, Piotr Sen­der może już coś powie­dzieć o tym, jaki jest jego styl czy upodo­ba­nia pisar­skie? Lub ina­czej — w jakich ele­men­tach czuje się naj­le­piej, gdzie widzi swoje mocne strony, wyróż­nia­jące go in plus? Kiedy wspo­mi­nam Twoją książkę, pamię­ta­jąc także opo­wia­da­nie Cień Mia­sta, są one, naj­ogól­niej rzecz mówiąc, bar­dzo nie­jed­no­znaczne. Trudno mi z nich wysnuć jakiś głęb­szy sens. Czy wolisz na przy­kład takie histo­rie o dużej dozie niedopowiedzenia?

Bar­dzo trudno jest mi odpo­wia­dać na pyta­nia, które zwią­zane są z moim sty­lem. O „sen­sie” i inter­pre­ta­cji już mówi­łem – moim zda­niem: jest, zda­niem kilku recen­zen­tów: raczej jest, zda­niem wielu: może jest, zda­niem nie­któ­rych: nie ma. No i co ja zro­bię? No nic.

Przede wszyst­kim mój styl dopiero się kształ­tuje, dopiero się uczę wszyst­kiego. Nie mam poję­cia kiedy i czy w ogóle wykształcę coś swo­jego, czy to do końca nie będzie hybryda pomię­dzy kimś a kimś, a wła­ści­wie czy ta hybryda nie będzie wła­śnie moim sty­lem. Nie wiem. Mogę tylko powie­dzieć to, co mówią inni i co sam zauwa­ży­łeś: nie­do­po­wie­dze­nia, dobre prze­cho­dze­nie do retro­spek­cji, kre­owa­nie postaci jed­nym mach­nię­ciem pióra. A co lubię? Chyba naj­bar­dziej opi­sy­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści z nie­co­dzien­nych per­spek­tyw, bły­sko­tliwe myśli i wcią­ga­jący, pędzący styl.

Na zakoń­cze­nie — czy prócz stan­dar­do­wych „wierz­cie w swoje marze­nia” i „bądź­cie wytrwali” – mógł­byś prze­ka­zać czy­ta­ją­cym ten wywiad oso­bom, które chcia­łyby zade­biu­to­wać, jakieś kon­kretne wska­zówki czy rady? Coś na co powinni zwró­cić uwagę, na co być przy­go­to­wa­nym, gdzie i jak szu­kać pomocy itp.

Wspo­mi­na­łem o forum wery​fi​ka​to​rium​.pl – tam na pewno debiu­tanci otrzy­mają pomoc. Według mnie naj­waż­niej­sza jest praca i nauka. Popraw­nego pisa­nia da się nauczyć w ciągu roku. Ja się nauczy­łem pisać w tym cza­sie, a z pol­skiego byłem raczej przy­sło­wiową nogą. Two­rze­nie histo­rii, opo­wia­dań, wymy­śla­nie fabuły i kre­owa­nie swo­jego stylu to nie tylko kwe­stia wytrwa­ło­ści, ale rów­nież oso­bo­wo­ści, wpływu prze­czy­ta­nych ksią­żek i środo­wi­ska. Talent musi być, ale i bez­ta­len­cia sobie radzą, jak się uprą. Bądźcie uparci.

Share and Enjoy:
  • Print
  • Digg
  • StumbleUpon
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Yahoo! Buzz
  • Twitter
  • Google Bookmarks

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *