Recenzja z portalu Qfant

Wieżowce z wielkiej płyty, ule pełne ludzkich istnień, ściśniętych na małych przestrzeniach, gdzie ledwo mogą oddychać. W lecie panuje nieznośne gorąco, utrzymujące się także nocą, w zimie z kolei nawala ogrzewanie, ludzie chorują, nawzajem się zarażając. Blokowiska – zmora miast. Koszmarny sen, który staje się rzeczywistością.

Wielkie, klockowate budynki wysyłają swoich emisariuszy w świat. Widzimy ich na co dzień; bluza z kapturem, adidasy, ortalionowy dres, łysa głowa i groźne spojrzenie, jakim obdarzają wszystkich, napinając mięśnie. Dresy. Utożsamiane z dużymi ilościami alkoholu, niską kulturą i takim samym poziomem IQ.

Nigdy nie pomyślałbym, że o dresie można napisać książkę. Może to wpływ stereotypu, a może osobiste doświadczenia, ale napakowany łysy „karczek” w kapturze i książka, zawsze zdawali mi się idealnym uosobieniem przeciwieństwa. Kiedy więc zobaczyłem tytuł debiutanckiej książki Piotra Sendera, „Bóg nosi dres”, na chwilę – przyznam się bez bicia – oniemiałem.
I może to właśnie to niedowierzanie i ciekawość sprawiły, że szybko, bez zastanowienia otworzyłem książkę i pogrążyłem się w lekturze.

Rzeczywistość głównego bohatera powieści, bezimiennego dresa, rozszczepia się na dwie płaszczyzny – teraźniejszości i przeszłości. Przeskakuje z jednej do drugiej bez żadnego ostrzeżenia, sprawiając czasem, że obie zaczynają się na krótką chwilę mieszać. Łysy student gdańskiej Polibudy rozlicza się z przeszłością wychowanego na wsi dziecka z patologicznej rodziny alkoholików. Jednocześnie musi sobie poradzić z trudną teraźniejszością, kłopotami przyjaciół, zawalanymi studiami i chęcią pomocy, którą ukrywa za dresiarką bluzą z kapturem.

„Bóg nosi dres” nie jest powieścią szablonową. Wątki fantastyczne zostały tu zminimalizowane, wręcz prawie usunięte, zaś sama książka stanowi swoiste rozliczenie ze współczesnym światem, w którym młody człowiek zostaje skreślony już na samym początku, zderzając się z szarą i pozbawioną perspektyw rzeczywistością.
Debiut Piotra Sendera nie jest przykładem łagodnej, pełnej literackiego języka powieści. Styl, w którym pisze mający niewiele ponad dwadzieścia lat autor, jest ostry, nawet wulgarny, pozbawiony ozdobników. Nie każdemu się to może spodobać, jednak znakomicie pasuje on do głównego bohatera, jego środowiska i rzeczywistości.

Podczas czytania naszło mnie porównanie do znanego większości polaków filmu „Dzień świra” w reżyserii Marka Koterskiego, z tym że tu – w „Bóg nosi dres” – wyjęty został motyw komizmu i to pomimo nie dającego się ukryć humoru. Sam humor – czarny i ironiczny – podkreśla jeszcze atmosferę beznadziei i szarości, z którą dres musi się uporać, starając się na swój sposób ukazać innym i sobie trochę światła.

Książkę przeczytałem szybko. Nie wiem, czy jest to zasługa wartkiej akcji, nie przeszkadzającej jednak co jakiś czas oderwać się od czytania i pogrążyć w rozmyślaniach, czy też samej specyfiki prozy Sendera. Pewnie wszystkiego po trochu. Kiedy odkładałem powieść na półkę, po raz pierwszy od dawna czyniłem to w milczeniu, bez uczuć, ciągle oszołomiony.
„Bóg nosi dres” jest powieścią dobrą, zastanawiającą i wzbudzającą refleksje. Jednocześnie może wydać się niektórym szorstka, twarda i kontrowersyjna. Jest na pewno prozą specyficzną, nieszablonową i ciekawą. Sender wszedł na rynek książki z bardzo charakterystycznym stylem, który może zostać wizytówką i swoistą przepustką pisarza.

Ja zaś mogę po lekturze powiedzieć, że zgadzam się z autorem. Bóg faktycznie nosi dres.

CAŁOŚĆ TUTAJ

Share and Enjoy:
  • Print
  • Digg
  • StumbleUpon
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Yahoo! Buzz
  • Twitter
  • Google Bookmarks

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *