Recenzja z portalu papierowemysli.pl

Amelia nosi dres

Powieść o dresiarzu? Moje osobiste i niezbyt miłe skojarzenia z tą ikoną popkultury trochę odstręczały mnie początkowo od powieści Piotra Sendera. Z jednej strony obawiałem się nadmiernie naturalistycznych opisów blokowego życia, z drugiej zaś gdzieś w podświadomości czaiła się myśl – a jak to będzie kolejna Dorota Masłowska? Obawy były na wyrost, a oczekiwania na szczęście rozminęły się z rzeczywistością. Bóg nosi dres to proza magiczna, w tym dosłownym sensie. Ponure życie mięśniaka, który załatwia porachunki za pomocą bejsbolowego argumentu, otaczającego się plastikowymi pannami o urodzie i umysłach lalek Barbie? Niby tak, ale dotknięte jakąś magią nadającą szarościom żywe kolory

 

Główny bohater, czyli dres, jest człowiekiem. Dodam od razu, bardzo dobrym człowiekiem. Ma swoje ludzkie potrzeby, przyjaciół, przeszłość i – przede wszystkim – problemy. Głównie cudze. Długo zastanawiałem się, z jaką postacią mogę porównać narratora powieści Piotra Sendera i doszedłem do kuriozalnego wniosku. To nosząca adidasy i sportowe wdzianko (o zmianie płci i zgoleniu włosów na głowie litościwie nie wspomnę) Amelia Poulain z kultowego filmu Jeana-Pierre’a Jeuneta. Podobna jest nieco poetyka, w której wielkomiejska dżungla staje się tłem dla baśniowej opowieści o pomaganiu innym. Karkołomne to porównanie, zdaję sobie z tego sprawę. Główny bohater umyka wszystkim schematom – możemy sobie tylko zadawać pytanie, co sprawiło, że jest apostołem Dobra.

 

Baśń toczy się w dwóch wymiarach czasowych – współcześnie poznajemy noszącego dresy studenta, który z racji odziedziczonego majątku jest w stanie spełniać rolę św. Mikołaja dla kolegów z blokowisk, a w reminiscencjach (notabene znakomicie wplecionych – dawno nie spotkałem się z tak umiejętnie poprowadzoną narracją) przenosimy się w dzieciństwo dresiarza, które spędzał w małej wiosce zagubionej gdzieś na mapie. W teraźniejszości mamy do czynienia z wątkiem sensacyjnym, gdyż nasz bohater zadziera z „ludźmi z miasta”. W przeszłości pojawia się zaś wątek religijny, a to za sprawą sąsiada Emanuela, w którym mały chłopak widzi Boga. Tu zresztą również mają miejsce zdarzenia żywcem wzięte z kart thrillera. Przede wszystkim mamy jednak do czynienia z opowieścią o dorastaniu w skrajnie trudnych warunkach, które sprawiły, że bohater stał się tym, kim się stał. Zacytujmy więc: ,,(…) nie mogę powiedzieć, że w domu się nie przelewało. Taniej wódki zawsze starczało dla wszystkich. Lała się strumieniami. Sąsiedzi nazywali nasz dom wodospadem Niagara”.

 

Niech nikt jednak nie sądzi, że przesłaniem książki jest banalna konstatacja, że trudne dzieciństwo odciska się piętnem na dorosłym życiu. Piotr Sender zdecydował się na ambitniejszy intelektualnie przekaz. Próbując odpowiedzieć na pytanie – czym jest wiara w Boga? – autor zastanawia się nad samą istotą boskości i człowieczeństwa. Bezlitośnie wyszydza uśrednione i powszechne wyobrażenia, odnajduje Boga i Człowieka w brudnej wiosce, na odrapanej klatce schodowej, a nawet na przedsionku Piekła. Ten nowy, odważny głos w polskiej literaturze po prostu trzeba usłyszeć.

LINK

Share and Enjoy:
  • Print
  • Digg
  • StumbleUpon
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Yahoo! Buzz
  • Twitter
  • Google Bookmarks

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *