Recenzja z portalu Wirtualna Polska

Trzymajcie jajka i telefony przy sobie

Moje pierwsze skojarzenie z tą książką – Big Cyc i cytat z jednej z ich prześmiewczych piosenek: „Ja noszę dres, dres fajny jest”, skojarzenie drugie – a jeśli to będzie debiut w stylu Doroty M. i jej Wojny…? Oj, może nie być fajnie… A tu proszę – miła niespodzianka – książka okazała się być bardzo na tak.  I nie tylko dlatego, że Bóg nosi dres. Albo dresa. Albo jakoś tak.

Ale po kolei. Historia jest nietypowa, bohater tym bardziej. Nawet nie dlatego, że prezentuje kulturę raczej odległą od tak zwanej przeciętnej. Bo kto się przyjaźni z dresami? A kto widział, aby w autobusie komunikacji miejskiej dres kupował bilet, zwłaszcza, gdy jedzie nim praktycznie sam (kierowcy nie liczę)? Dres to nie tylko ubiór, to styl życia. To drogi samochód, zegarek, mieszkanie dwupoziomowe. Wróć, to znowu bajka, która trochę odstaje od rzeczywistości. Dres jest oczytany (kolegów doucza z mitologii) i jest studentem. Dres dba o swoich kolegów, organizuje im czas wolny i przez to nie pozwala, aby trafili do pudła.

Dres to filozofia życiowa, którą trzeba zrozumieć. To chęć wyrwania się ze swojej beznadziejnej wioski (jak w tym przypadku) i rodziny alkoholików. To także umiejętność dostosowania się do okoliczności, do życia wśród dwulicowych mieszkańców, księdza proboszcza, ale obok dziwnego i dostojnego sąsiada. To chęć obrony przed bezmózgimi tępakami, ale i pracownicą banku, która traktuje dresa „po schemacie”, czyli jak kogoś, kto nie powinien nawet wchodzić do marmurowego banku. To bezgłośna walka z kelnerem w ekskluzywnej restauracji, dla którego klient w dresie powinien się żywić fast foodem, bo na wino za kilkaset złotych na pewno go nie stać, no, i ten strój… A jednak pozory mogą mylić, a dres – cóż, dres może być majętny, może umieć się zachować, chociaż czasem musi założyć wyjściowe buty do najlepszego dresu (firmowego!).

Czyli mamy inteligentnego dresa, który jest ustawiony (jest bogaty, ale się z tym nie obnosi, a przynajmniej nie za bardzo), do tego ma kochającą dziewczynę/narzeczoną. I przejmuje się losem zwierząt. W dzieciństwie miał sporo szczęścia, bo dzięki sąsiadowi wyszedł na ludzi i zostawił swoją patologiczną rodzinę.

W tej książce chodzi jednak o coś więcej niż tylko o bohatera. Są aluzje do popularnych programów telewizyjnych, są aluzje do osób – dobry sąsiad nazywa się tak samo, jak autor poczytnych filozoficznych książek i w obu jest jakiś boski pierwiastek. W tym świecie wszyscy jesteśmy mało doskonali, a nasze życiorysy są dosyć przypadkowe. I jeśli będziemy mieć szczęście, to będziemy mieć takiego boskiego opiekuna. A jeśli nie – to nie. Nie zmienia to faktu, że i tak jesteśmy tylko jednostkami śmiertelnymi. Czy coś wynika z moich przemyśleń? Absolutnie nic. Natomiast książkę trzeba przeczytać choćby po to, aby zrozumieć, że ci kolesie w dresach, najczęściej z łysą głową, stojący gdzieś pod blokiem i popijający piwo, to także ludzie. Zaskakujące, prawda?

LINK

Share and Enjoy:
  • Print
  • Digg
  • StumbleUpon
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Yahoo! Buzz
  • Twitter
  • Google Bookmarks

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *