Recenzja z portalu G Punkt

Był sobie Bóg…

„Bóg nosi dres” naprawdę. Jest byłym nauczycielem-chemikiem, mieszka na wsi, klnie i ogólnie rzecz biorąc ma swoje słabości. A że pomaga pewnemu chłopcu – to chyba tak z braku lepszego zajęcia. Książka Piotra Sendera skrywa jednak więcej, nie tylko boskich, niespodzianek.

Można powiedzieć, że fabuła przebiega tutaj dwutorowo: teraźniejsze przygody bezimiennego głównego bohatera przeplatają się z jego wspomnieniami z dzieciństwa. Obie narracje są w miarę chronologiczne, ale skomponowane zostały w taki sposób, że wzajemnie się uzupełniają: albo na zasadzie analogii, albo w ramach wytłumaczenia. Bo w przypadku głównego bohatera, jak i wszystkich dzieci, najmłodsze lata kształtują nasze późniejsze życie. W efekcie połączenia obu torów, jakimi przebiega fabuła, otrzymujemy obraz człowieka dziś młodego-dorosłego, a zarazem wiemy, dlaczego jest, jaki jest.

Jednak, uwaga, w tej książce nic nie jest takie, jakim się wydaje. Bowiem na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że całość jest jakby sztampowa: przed nami główny bohater – dresiarz, właściciel siłowni, u jego boku niezbyt rozgarnięta, aczkolwiek bardzo zadbana i skoncentrowana na swoim wyglądzie, blondyna. Podobnie schematycznie można potraktować wykreowany przez Sendera świat: czy to wieś, czy anonimowe blokowisko, czy też klub, w którym wszyscy ćpają, piją i pieprzą się kiblach. Nie brakuje dziś smutnych historii osób z trudnym dzieciństwem i totalnie nieodpowiedzialnymi rodzicami. Wydawać by się mogło, że „Bogu…” można odnaleźć wszystko, co można skojarzyć ze współczesną polską degrengoladą. Otóż nie, akurat tutaj to wszystko naprawdę takie nie jest.

Kiedy schemat jest łamany przez siłę wyższą, całość staje się zupełnie unikatową opowieścią. Dlatego też ujawnianie teraz dalszego biegu wydarzeń zepsułoby zabawę wszystkim, którzy chcą książkę przeczytać. Jedno muszę jednak przyznać: warto doczytać ją do końca, bo choć w połowie lektury akcja wydaje się wyhamowywać, to zakończenie po prostu powala. Właśnie na ostatnich stronach tej książki poznajemy genialny w swej prostocie, ale zupełnie nieprzewidywalny, sens i jakże wyraziste drugie dno całej opowieści.

Nie bez znaczenia w kreowaniu tego sensu pozostaje tytułowy bóg i jego relacja z głównym bohaterem. Czy mowa o bogu przez duże „B”, czy zwykłym człowieku o boskich – z perspektywy małego chłopca – możliwościach: wszystko jedno, bowiem istota sprawy leży zupełnie gdzie indziej. Niezależnie od tego, jak zinterpretujemy postać książkowego boga, pozostaje takim „significant other” w ujęciu psychologicznym, czyli kimś, kto w ogromnym stopniu i na różne sposoby wpływa na życie głównego bohatera. Łączy ich swego rodzaju przyjaźń, która czyni tę osobę ważniejszą dla naszego dresa nawet od rodziców.

Wspomniana już dwutorowa fabuła poza tym, że zazębia się w naprawdę dobrze przemyślany sposób, to w dodatku stopniowo odkrywa kolejne ważne elementy układanki. Tajemnice się rozwiewają, a my dowiadujemy się o rzeczach, których nigdy byśmy nawet nie podejrzewali.  Tym, co obok ciekawej konstrukcji opowieści zasługuje na szczególną pochwałę, są zdolności językowe samego autora. Piotr Sender plastycznie, acz nie bez goryczy, opisuje rzeczywistość, z lekkością kreuje też pełne gorzkiego humoru sytuacje. Płynnie przechodzi od jednych skrajnych emocji w drugie, fundując czytelnikom emocjonalną huśtawkę – chociaż rollercoaster jest tu bardziej adekwatnym określeniem. I mimo, że górnolotne dialogi dresiarzy mogą wydawać się nieco komiczne, to nie dajmy się zwieść stereotypom. A co, nie wolno im? Ogólny efekt niesamowity, a zarazem bardzo ludzki.

Literacki debiut Piotra Sendera można uznać za udany. Pod względem klimatu jego opowieści o dresach bliżej do „Gnoju” Kuczoka, niż „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Masłowskiej. Jego świat jest światem każdego, w takim bardzo ludzkim rozumieniu. Świat ten jest szary, brutalny, pełen bólu, ale też szeroko rozumianej przyjaźni. Dlatego warto, żeby każdy w swoim życiu miał takiego boga – obojętnie, w jakiej postaci i formie – który zrobi dla nas choć trochę dobrego.

Piotra Sender, Bóg nosi dres, wydawnictwo Replika, 2011.

LINK

Share and Enjoy:
  • Print
  • Digg
  • StumbleUpon
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Yahoo! Buzz
  • Twitter
  • Google Bookmarks

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *